Bohun kazał strzelać do bezbronnych

Zygmunt Surowiec

Zygmunt Surowiec

Poniżej prezentujemy relację partyzanta Batalionów Chłopskich na temat działalności współpracującej z nazistami Brygady Świętokrzyskiej NSZ wymierzonej przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu.

W sierpniu 1944 r. Brygada Świętokrzyska weszła na teren działania naszej grupy. Pierwszą jej akcją (jak zresztą opisuje w swoich wspomnieniach sam „Bohun” w wydanej w 1989 r. książce „Byłem dowódcą Brygady Świętokrzyskiej”) miało być uderzenie na oddział AL „Garbatego” pod Krzepinem, ale było to uderzenie w próżnię, bo zamiast na „Garbatego” natrafili na oddział BCh w sile plutonu. „Bohun” nie przyznał się do tego, iż wiedział jaki oddział otoczył, i że kazał strzelać do bezbronnych, myjących się wtedy partyzantów BCh. Że w wyniku jego strzelania śmiertelnie raniono naszego kolegę „Rysia” z Wojkowic Komornych, a także zastrzelono i poraniono kilka naszych koni. Wiedział kogo zaatakował, bo wcześniej w nocy aresztował naszego kucharza „Płomienia”, przebywającego w Krzepinie, któremu zabrał gazetkę „Rzeczpospolita”, nazywając ją komunistyczną bibułą.

Żołnierze Batalionów Chłopskich

Żołnierze Batalionów Chłopskich

Nasz dowódca „Wiara” Kozłowski wraz z kilkoma rannymi i kilkoma innymi partyzantami udał się do Krzepina do kwatery „Bohuna” przede wszystkim, aby ratować rannego i uzyskać wyjaśnienie rzekomego „nieporozumienia”. Przed wieczorem cała nasza grupa została zwabiona do Krzepina przez oficerów NSZ, którzy zaręczyli słowem honoru oficera polskiego, że nic nam nie grozi, że usłyszymy tylko wyjaśnienie sprawy przez dowódcę brygady. Rzeczywistość okazała się dla nas dramatyczna. Otoczeni karabinami maszynowymi i mrowiem NSZ-towców dowiedzieliśmy się od „Bohuna”, że nasz dowódca i towarzyszące mu osoby zostali aresztowani, że służymy obcym interesom, a nasze dowództwo „jest na usługach Kremla”. A oto „dowody” powiedział: „bibuła komunistyczna znaleziona u waszego kucharza, łączenie się placówek BCh z placówkami AL, a w kieszeniach waszego dowódcy pełno rubli bo on jest na żołdzie Sowietów”

Jedyny prawdziwy zarzut – to gazeta kucharza. I to była przyczyna ataku na naszą grupę, która przecież znajdowała się w strukturach podziemia podległego rządowi RP w Londynie! „Bohun” wezwał nas do przejścia do „prawdziwego wojska polskiego” – czyli do niego. W innym wypadku musimy zostawić broń i pójść do naszych domów.

W nas jakby strzelił piorun. Byliśmy w szoku. Wkrótce wydał komendę: „kto przechodzi wystąp!”. Wystąpiło sześciu byłych policjantów granatowych, którzy kilka tygodni temu przeszli do nas z bronią w ręku. Pozostali partyzanci BCh nie ruszyli się z miejsca dopóki nie zezwolono nam przejść na podwórze. Wreszcie zwolniono naszego dowódcę i pozostałych aresztowanych. Musieliśmy oddać cztery karabiny maszynowe – breny i 1 czeski, zdobyty przeze mnie w walce z Niemcami koło Podlesic. Wówczas dowiedzieliśmy się także, że nasz kolega przed śmiercią prosił aby nie mówić matce, że zginął od swoich.

Antonii Szacki vel Bohun Dąbrowski - dowódca Brygady Świętokrzyskiej

Antonii Szacki vel Bohun Dąbrowski – dowódca Brygady Świętokrzyskiej

Jak się okazało, w ciągu kilku godzin wieść o naszym położeniu rozeszła się lotem błyskawicy do naszych placówek, ogłoszono alarm i wymarsz przeciw NSZ. Zagrożono także tym majątkom ziemskim, które współpracowały z NSZ. Być może ta mobilizacja sympatyzującego z nami społeczeństwa doprowadziła do uwolnienia nas przed wieczorem. Kilka dni później odbył się wieczorem pogrzeb naszego kolegi. Przemawiając nad jego trumną w obecności tłumnie zebranych mieszkańców okolicznych wsi, przyrzekłem, że o nim nie zapomnimy i będziemy mówić prawdę o tym co się stało, aby jego śmierć nie była daremna. Dotrzymuję więc danego słowa!

Jeśli chodzi o prowadzoną przez „Bohuna” kronikę wydarzeń, to radziłbym nie przeceniać jej jako wiarygodnego dokumentu. Podobną ostrożność zalecałbym przy ocenie innych dokumentów własnych brygady. W 5-6 numerze „Kombatanta” z 1992 roku Leszek Żebrowski, polemizuje z tezą o współpracy „Bohuna” z Niemcami, zaprzecza temu, że brygada wycofała się razem z armią niemiecką. Jako dowód przytacza rozkaz „Bohuna” z 19 stycznia 1945 r., w którym jest mowa o rzekomym starciu z Niemcami w dniu 14 stycznia 1945 r., podjętym przez NSZ w celu przebicia się na Zachód. Starciu ponoć nieudanym, co zmusiło brygadę do wejścia „w stan nieprowadzenia walki na czas nieokreślony”.

Czyli innymi słowy usprawiedliwia się przed swoimi żołnierzami dlaczego wycofują się razem z Niemcami. Pisze też, że z tyłu od wschodu, zaatakowały brygadę czołgi radzieckie. Jeśli tak, to nie mogło być żadnego starcia z Niemcami. Gdyby przebijał się przez linię frontu mając z tyłu czołgi radzieckie, to musiałby być między frontami. A to nie prawda: był przecież przed cofającą się armią niemiecką. Nie musiał więc się przebijać. Przed nim były tylko okopy dla cofającej się armii i inne punkty oporu, ale Niemcy nie zdążyli ich obsadzić, bowiem odwrót odbywał się tam w atmosferze paniki. Dlatego rozkaz „Bohuna” jest swoistym kamuflażem dla podjętej przezeń decyzji o wspólnym wycofaniu z Niemcami.

A zresztą warto zwrócić uwagę, co na ten temat pisze „Bohun” w swoich wspomnieniach. „Sowiecka ofensywa zaskoczyła nas w wioskach powiatu miechowskiego, ok 40 km od frontu”. I dalej: „tak Niemcy, jak i Rosjanie w tym czasie nie mieli o nas dokładnych informacji. Niemieckie dowództwo frontowe będące w panice cofania się, mające na zapleczu masę ewakuującej się armii, nie stawiało nam trudności, nie bardzo wiedząc, co reprezentujemy. Przejścia przez niemieckie odcinki umocnień uzgadniane były z miejscowymi dowódcami przez rtm. Zarębę z tłumaczem” (str. 133). We wspomnieniach jest także opis przekroczenia linii umocnień pod Żarnowcem – za zgodą Niemców i stwierdzenie: „mieliśmy względny spokój i warunki do kontynuowania zasadniczego zamiaru: ocalenia ludzi i dołączenia do Aliantów”. „W dniu 16 bm (styczeń 1945r. – ZS) po walce z bolszewikami przeszła (brygada – ZS) do m. Blanowic” (str. 146). Blanowice – to moje rodzinne strony.

Gdy 17 stycznia 1945 r., po rozwiązaniu mojej grupy BCh, wróciłem do domu, pytali mnie znajomi dlaczego w Blanowicach, razem z żołnierzami niemieckimi byli żołnierze polscy, a niektórzy z nich zmieniali polskie mundury na ubrania cywilne. Chodziło więc o cofającą się razem z Niemcami Brygadę Świętokrzyską NSZ. Były to jednostki współpracujące ze sobą, a nie wrogie. Oczywiście tym, co je łączyło był wrogi stosunek do Związku Radzieckiego. Celem brygady nie była walka z Niemcami. Niemcom taki oddział był potrzebny by walczył z AL, partyzantką radziecką i jak się okazało także z BCh, a więc służył Niemcom w osłabianiu i dezorganizacji naszego ruchu oporu.

Po wspomnianym przeze mnie przejściu oddziału „Bohuna” w rejony naszego działania, nie podjęto tam żadnej walki z Niemcami, choć oddział był liczny i dobrze uzbrojony. Nasz oddział BCh, mimo że liczył tylko 90 osób, dał się jednak Niemcom dobrze we znaki, np. w Szczekocinach, koło Pradeł, pod Podlesicami, o czym było głośno w okolicy. Być może za to spotkała nas kara wymierzona przez brygadę „Bohuna” pod Krzepinem.

Taka jest prawda o Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ.

płk. w st. spocz. Zygmunt Surowiec ps. „Sęp”, oficer Batalionów Chłopskich.

Za: Ziemia Radomszczańska – Nasz dom, nr 4, kwiecień 2010

%d blogerów lubi to: