Jeszcze bym rozumiał, gdyby ofiary tej bandy zginęły w jakiejś walce

W Bełchatowie od dłuższego czasu miejscowe władze próbują upamiętnić Ludwika Danielaka. Postać ta wzbudza jednak olbrzymie kontrowersje, szczególnie wśród starszych mieszkańców, którzy w tamtych czasach zamieszkiwali te tereny i pamiętają działalność tzw. „grupy Danielaka”.  Do dziś można bez trudu odnaleźć osoby, którym nazwisko tej postaci kojarzyć się będzie wyłącznie negatywnie. Jedną z takich osób jest pan Wiktor Cybulski- syn jednej z ofiar Ludwika Danielaka. 

wiktor_cybulski

Wiktor Cybulski

– Gdy zamordowano Pana ojca był Pan jeszcze dzieckiem, czy pamięta Pan, co wtedy czuł?

– Ja w momencie śmierci ojca miałem 11 lat, a siostra 3 lata. Jak może czuć się chłopak, który stracił ojca mając 11 lat? To była wielka trauma dla mnie, mojego brata i siostry. Trauma, która po 60-ściu latach wraca. Po morderstwie miałem pretensje przede wszystkim do Naszych władz, że nie potrafili zlikwidować tego bandyty. Bo tak właśnie trzeba nazwać człowieka, który mordował ludzi bez powodu.

– Czy wówczas, gdy zamordowano Pana ojca dowiedział się Pan co mogło być motywem tej zbrodni?

– Po śmierci ojca chodziły różne pogłoski na temat przyczyn jego śmierci. Miała to być „kara” za zorganizowanie pogrzebu Glapińskiego i Garncarka. I niby to właśnie miało być podstawą do tego, że ojca zabito. Jest jednak jeszcze jeden trop, bardzo prawdopodobny, o którym oficjalnie się nie mówi. Danielak miał jakiegoś kapusia w wydziale finansowym Starostwa Piotrkowskiego. Ojciec wiózł ze sobą ponad 30 tysięcy złotych. To miała być pomoc dla najbiedniejszych z terenu Bełchatowa. Danielak chciał przejąć te pieniądze, ale ojciec ich nie dał i za to został zastrzelony. Po przywiezieniu zwłok okazało się, że pieniądze te miał ukryte w swoich wysokich, sznurowanych butach.

– Gdy zobaczył Pan namalowany niedawno w mieście mural, na którym znajduje się m.in. Ludwik Danielak, co najbardziej przykuło Pana uwagę?

– Tym, co najbardziej mnie w tym malunku poruszyło jest umieszczenie obok siebie zdjęć Danielaka, Kulika i Szelągowskiego. Ci dwaj ostatni zostali zamordowani przez Niemców w wyniku donosu w gestapo, którego dopuścił się ktoś pokroju Danielaka. Danielak w czasie wojny też pracował dla Niemców i ten ktoś z Bełchatowa też dla nich zapracował donosząc na tych ludzi tak, że ci zostali zastrzeleni na placu Liceum Ogólnokształcącego w Bełchatowie. W tym miejscu ówczesne władze tym czterem bohaterom (o dwóch pozostałych władze zapomniały- przyp. red.)  postawiły pamiątkową mogiłę. Te same władze, które Danielaka ścigały. Dlatego uważam, że umieszczenie tych ludzi w jednym szeregu to jakieś ogromne nieporozumienie. Chyba nigdy nie zrozumiem tego, jak można obok siebie przedstawić wizerunki dwóch ludzi, którzy zostali zabici przez Niemców i człowieka, który w czasie wojny Niemcom służył?

Kopia cybulski

Franciszek Cybulski – ofiara Danielaka

– Te wszystkie postaci okraszone są podpisem „Chwała Bohaterom”. Jak się Pan czuje, gdy widzi, że władze miasta tak upamiętniają mordercę Pana ojca?

– Brakuje mi słów. To trochę tak, jakby się komuś poprzestawiało w głowie. Jakby nie patrzeć nie można z mordercy, a inaczej nazwać Danielaka nie mogę, robić bohatera. Jeszcze bym rozumiał, gdyby ofiary tej bandy zginęły w jakiejś walce. Gdyby mój ojciec był w jakimś wojsku, lub milicji. A przecież nie był. A teraz osoby takie jak Wodzyński całkowicie marginalizują śmierć tych niewinnych ludzi, wśród których był i mój ojciec.

– No właśnie. Pana tata był jedną z cywilnych ofiar Danielaka. Czy takich osób było więcej?

– Było dokładnie 11 cywilnych ofiar. Bez przedstawicieli milicji, czy wojskowych, bo i takie osoby Danielak miał na swoim koncie. Nie liczę tutaj choćby Garncarczyka, gdyż on był żołnierzem. Chociaż zamordowany został nie w walce. Gdy teraz czytam i słucham tego, co się mówi i pisze na temat działalności Danielaka, to uważam, że władza z poprzednich lat nie do końca właściwie przedstawiła sprawę społeczeństwu. Popełniono przecież 11 morderstw na terenie Bełchatowa. Żadnej tablicy pamiątkowej, żadnego śladu, że coś takiego miało miejsce. A teraz nagle Wodzyński, który z tych rejonów nie pochodzi jest wielkim odkrywcą i robi z mordercy bohatera. Mało tego, już teraz mówi, że będzie się starał stworzyć tablicę pamiątkową. Należałoby tylko dodać napis: „Zasługi w mordowaniu mieszkańców Bełchatowa i okolic i wymienić te 11 nazwisk”.

– Dlaczego Pana zdaniem nikt przy okazji promowania postaci Danielaka nie wspomina o tych wszystkich ofiarach cywilnych, które zginęły z rąk jego i jego bandy?

– O tym się nie mówi, bo „bohater” musi mordować, za to, że ktoś coś źle zrobił. Dlatego Ci, którzy chcą z Danielaka usilnie zrobić bohatera wybielają jego zbrodnie. Jednak z opracowań naukowych wynika jasno, że różnego typu napadów rabunkowych było bardzo dużo. Poza morderstwami była to podstawowa działalność tej grupy. Napadali na spółdzielnie, na sołtysów, skarbników, na ludzi, którzy w tamtym czasie mieli do czynienia z jakimiś pieniędzmi.

– Dlaczego Pana zdaniem pojawiają się takie osoby, jak Wodzyński, które chcą z Danielaka zrobić bohatera?

– Nie wiem. Podejrzewam, że to w jakimś stopniu jest kwestia finansowa. Ale pewności nie mam. Pojawił się również film nakręcony za publiczne pieniądze i przy wsparciu miasta przez przedstawiciela nacjonalistycznego ugrupowania działającego w Bełchatowie. Czy było Panu dane go obejrzeć? Widziałem. I mogę śmiało stwierdzić, że bohaterem tego filmu jest Wodzyński, a nie Danielak. Na temat „działalności” tego drugiego jest niewiele. Natomiast bardzo dużo jest na temat działalności Wodzyńskiego, który twierdzi, że będzie nasilał działania na rzecz rehabilitacji Danielaka. Fałszowanie historii ma jednak bardzo krótkie nogi.

– Czy do Pana jako świadka tamtych historii zgłaszał się kiedyś Wodzyński, albo ktoś z twórców tego filmu?

danielak

Zdjęcie Danielaka z materiałów UB.

– Pan Wodzyński nie zgłaszał się nigdy. Zgłosiło się natomiast Miejskie Centrum Kultury, że przygotowują taki film i chcieliby, żebym wziął w nim udział. Napisali, że nagrano już wypowiedzi Wodzyńskiego, syna Danielaka, jego żony i jego siostry, występującej tu pod nazwą łączniczka (nigdzie nie wspomniano, że to siostra Danielaka). Taki dobór rozmówców pokazywał, że nie ma najmniejszego sensu bym brał udział w tym projekcie. Tym bardziej, że miałem być jedyną osobą stojącą w opozycji. Jak ja bym się tam mógł znaleźć? Odpowiedziałem, że nie wezmę w tym udziału.

– Do postaci, które legitymizują działania Danielaka i chcą uczynić zeń bohatera dołączył ostatnio również wiceprezydent z ramienia PO Janusz Mękarski, który uczestniczył w ceremonii otwarcia muralu. To dziwne o tyle, że Platforma stara się przedstawiać ludziom jako partia umiarkowana, a tymczasem jej czołowy polityk staje ramię w ramię z nacjonalistami. Pan Mękarski co ciekawe jest wnukiem Józefa Wieczorkiewicza, który w tamtym czasie był prominentnym politykiem (w latach 1952-1968 był nawet Przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej w Bełchatowie, czyli kimś na wzór dzisiejszego prezydenta miasta). I do jego dziadka też przyszli „ludzie z lasu” z „pozdrowieniami” od Danielaka. A teraz jego wnuk bierze udział w fałszowaniu historii. To przykre. Politycy, którzy popierali stworzenie muralu mówili, że ma on wywołać dialog społeczny.

– Czy przed stworzeniem tego malunku ktoś się do Pana zwracał o opinię, czy teksty o dialogu to zwykła hipokryzja polityków?

– Zdecydowanie to ostatnie.

– Te grupy, które próbują Danielaka uczynić bohaterem z nagranym filmem ruszyły do szkół, gdzie prezentowały go młodzieży. Jakby się Pan do tego odniósł?

– Są niestety w mieście odpowiedni ludzie ustawiani przez Pana Prezydenta i oni uważają, że takie działanie poszerzy zakres historii młodym ludziom. To samo zresztą robi dyrektor Muzeum Regionalnego. Pełniąc taką funkcję powinien znać chociaż podstawowe informacje na temat historii Bełchatowa, a okazuje się, że niestety nie zna.

– Jak zamierza Pan reagować gdyby miasto zdecydowało się w jeszcze inny sposób uczcić pamięć Danielaka np. w postaci wspomnianej tablicy?

– Ja mam nadzieję, że taka tablica nie powstanie. Jeżeli miałaby powstać, a ja będę o tym wiedział, to spróbuję w jakiś sposób zaprotestować. Niestety przy okazji tego ostatniego malunku, którego ja nazywam ściemalem nikt mnie nie poinformował o tym, że takowy powstaje. Dowiedziałem się o nim kilka dni temu, gdy poszedłem z małżonką na spacer. Nie miałem więc możliwości w jakikolwiek sposób zaprotestować, czy wyrazić swojego zdania. Obawiam się, że jeśli w mieście zechcą odsłonić taką tablicę po raz kolejny zostanę pozbawiony prawa sprzeciwu. Bo tu już dawno przestało chodzić o prawdę historyczną…

Artykuł pochodzi ze strony: Ludwik Danielak – morderca, który został bohaterem. Rozmowa z Wiktorem Cybulskim.

%d blogerów lubi to: