Bandycka działalność NSZ w Miechowskim

Fragment wspomnień Stanisława Kowalczyka, żołnierza Gwardii Ludowej PPS-WRN działającego na terenie Zagłebia, Tarnowa i Miechowskiego dotyczący problemów z lokalnym oddziałem NSZ.

Pewnego razu nasze dwa oddziały po akcji odpoczywały w Opatowicach, by iść dalej nocą. Napadnięte znienacka przez duże siły SS, dzielnie się broniły i ze stratą 1 zabity i 6 rannych, udało im się wydostać z okrążenia. Zginął gwardzista Jabłoński, robotnik z Dąbrowy Górniczej. Spalono kilka zabudowań. Później wywiad ustalił, że to NSZ wskazywały miejsca postoju naszych oddziałów.

Należy bowiem przypomnieć, że przeciwko nam występowali nie tylko okupanci, ale także NSZ, które w powiecie miechowskim mordowały naszych ludzi, pepesowców i ukrywających się Żydów. Podam kilka przykładów. Żołnierz GL PPS WRN, robotnik Stanisław Noga został znaleziony martwy w stawie w Makocicach. NSZ-towcy torturowali go, żądając wskazania jego komendy i miejsca gdzie jest schowana broń. We wsi Gruszów ukrywał się nauczyciel z rzeszowskiego Pelczarski, członek PPR. NSZ napadła na niego, zbili go do nieprzytomności żądając by powiedział gdzie są ukryci peperowcy. Nasz oddział go odbił i ulokował w bezpiecznym miejscu.

Pod koniec 1943 r. odbyliśmy odprawę komendantów grup GL PPS-WRN w Szczytnikach u Józefa Kutły – „Piotrowskiego”. W nocy zabudowania otoczyła grupa NSZ, która zażądała od nas wskazania gdzie są ukryci Żydzi i komuniści. Wykrzykiwali przez płot – „wasz komendant to komunista i Żyd”. Miało się to odnosić do mnie.

W naszych ludzi wierzyłem, byliśmy uzbrojeni, lecz była dramatyczna chwila, która mogła spowodować rozlew krwi. Wydałem polecenie zajęcia stanowisk na strychu domu, w oborze i w stodole ludziom z erkaemami, a sam wyszedłem z kilku towarzyszami na podwórko i zawołałem, że walczymy o Polskę robotników i chłopów, że pomagamy Żydom a paniczyków dworskich nie boimy się. Na strzały i prowokacje odpowiemy ogniem i ostrzegamy, że o wszystkich zbrodniach popełnianych przez NSZ wiemy i to im płazem nie ujdzie. Po dwugodzinnym oblężeniu opuścili zabudowania.

Po kilku dniach napadli na powracającego samotnie „Piotrowskiego” i ciężko go ranili w brzuch. Ranę opatrywał dr Jerzy Zameło z Proszowic, którego doprowadziliśmy do rannego. Życie „Piotrowskiego” wisiało na włosku. Mieliśmy też duże trudności z odpowiednim ukryciem rannego. NSZ i tym razem ukąsiło boleśnie, nie mieli jednak odwagi rozpoczynać otwartej walki.

Poczynania NSZ nie były jedynymi trudnościami w naszych działaniach w podziemnym życiu powiatu. Lokalni szefowie AK, którzy czuli się jedynowładcami terenu, niechętnie, a niektórzy wręcz wrogo odnosili się do naszej obecności i działań. Bywało i tak, że siłą usiłowano zmusić naszych bojowców do wstępowania do oddziałów AK.

Niepokój i sprzeciw budziły, sprzeczne ze stanowiskiem i zaleceniami Rządu Polskiego w Londynie, poczynania niektórych dowódców w zakresie sądownictwa podziemnego czy też, przynoszących ogromne ofiary wśród ludności cywilnej, nieprzemyślanych akcji zbrojnych, a także tolerowanie przez podległe rządowi władze wojskowe powiatu ekscesów terrorystycznych bojówek NSZ. W tej sytuacji, powiatowy komitet PPS-WRN i komenda jego Gwardii Ludowej, podjęły uchwałę o wystosowaniu odpowiedniego listu do Inspektoratu AK, oraz odezwy do robotników i chłopów znajdujących się w szeregach NSZ i AK. Po zaakceptowaniu uchwały przez Adama Rysiewicza, odbiliśmy w Krakowie na powielaczu 1000 ulotek, które nasza organizacja rozkolportowała wśród zwolenników AK i NSZ. Na list nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, lecz coraz częściej pojedynczy żołnierze AK, a także NSZ zgłaszali się do nas i do BCh.

Źródło: Polska Partia Socjalistyczna w latach wojny i okupacji 1939 – 45, Warszawa 1995 t.1

%d bloggers like this: