Tragedia pod Grabami

W nocy z 19/20 kwietnia 1946 roku KWP dokonało ataku na Radomsko. Podczas tych wydarzeń jedna z grup dokonała zatrzymania siedmiu żołnierzy radzieckich z jednostki łączności, którzy wracali z Niemiec po zakończeniu działań wojennych. Żołnierzy tych rozbrojono i wywieziono do leśniczówki koło wsi Graby. Członkowie KWP pojedynczymi strzałami w tył głowy pozbawili życia siedmiu bezbronnych ludzi. Fragment Artykuł Pawła Kowalskiego z Biuletynu IPN

W styczniu 1945 r. ruszyła ofensywa Armii Czerwonej, w wyniku której spod okupacji niemieckiej zostało wyzwolone m.in. woj. łódzkie. Zaraz po wkroczeniu Sowietów na te tereny rozpoczęły się prześœladowania żołnierzy Armii Krajowej.

W Radomsku NKWD aresztowano por. Karola Kutnickiego „„Kruka”” oraz wielu innych akowców. Aresztowaniem zagrożony był także kpt. Stanisław Sojczyński „„Warszyc””, żołnierz Armii Krajowej Obwodu Radomsko, dowódca batalionu „Ryœ”ś wchodzącego w skład 27 p.p. AK, utalentowany konspirator, organizator i uczestnik wielu udanych akcji przeciwko okupantowi niemieckiemu.

W 1945 r. „Warszyc” stworzył organizację zbrojną Konspiracyjne Wojsko Polskie (KWP) i stanął na jej czele. KWP działało na obszarze woj. łódzkiego i œśląsko-dąbrowskiego. Jego celem była m.in. samoobrona byłych żołnierzy Armii Krajowej przed prześadowaniem władz komunistycznych i sowieckiego aparatu bezpieczeństwa, ochrona miejscowego społeczeństwa przed terrorem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i NKWD oraz przed aktami zwykłego bandytyzmu. KWP było dosyć silną organizacją liczącą według różnych obliczeń szacunkowych od 3,5 do 6 tys. członków, najprężniej działającą w latach 1945-–1946, gdy komendantem był „Warszyc”. Najgłośœniejszą akcją żołnierzy KWP było zajęcie na kilka godzin powiatowego miasta Radomska.

Noc w Radomsku

Henryk Glapiński ps. "Klinga"

Henryk Glapiński ps. „Klinga”

W nocy z 19 na 20 kwietnia 1946 r. około 160 żołnierzy dowodzonych przez por. Jana Rogólkę „”Grota”” dokonało ataku na Radomsko, by uwolnić towarzyszy walki przetrzymywanych przez tamtejszy Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Atak zakończył się połowicznym sukcesem: uwolniono wi꼟niów przetrzymywanych w areszcie miejskim, nie udało się natomiast wypuœcić więzionych w piwnicach budynku zajmowanego przez PUBP. W czasie odwrotu z miejsca akcji oddział dowodzony przez por. Henryka Glapińskiego „”Klingę”” zatrzymał na jednej z ulic Radomska samochód z oœśmioma żołnierzami z jednostki łącznośœci Armii Czerwonej wracającymi z Niemiec. „„Klinga”” tak to relacjonował w meldunku do „„Warszyca”” z 13 maja 1946 r.:

„”[…] Na ul. POW (naprzeciw warsztatów mechanicznych Zyberyng) został przez nas zatrzymany terenowy samochód żołnierski, w samochodzie tym znajdowało się 7 żołnierzy sowieckich + 1 oficer st. lojtnant. Żołnierze ci, myœśleli, że mają do czynienia z milicją lub Wojskiem Polskim Żymierskiego, zaczęli się do nas ostro odnosić, w szczególnoœci wspomniany oficer, kiedy żołnierze moi zaczęli okrążać ich samochód wraz z nim, oficer ten, widząc białe opaski na rękawach u mnie i mojego szefa, więc pyta się, kto my jesteœmy. Kiedy mu odpowiedziałem, że jesteœmy Polskim Wojskiem partyzanckim, na słowa te całkowicie zbladli, kiedy po raz drugi krzyknąłem ruki wierch, żołnierze ci złożyli broń i podnieśœli ręce do góry, natomiast ich oficer, który nie chciał podnieœść ręki do góry, trzymając w ręku granat, został zastrzelony przez jednego z naszych żołnierzy, po upływie około 20 min oddział nasz ruszył w dalszą drogę, zabierając z sobą pozostałych siedmiu żołnierzy (w tym 3 podoficerów) […] wraz z samochodami sowieckimi i ich żołnierzami pojechaliœmy do gajówki Borowe. […] żołnierzom sowieckim poleciłem założenie telefonu polowego z kwatery mojego oddziału do posterunku, który był wysunięty około 60 metrów na głównym okręgu wjazdu do naszego m[iejsca] p[ostoju] od strony wsi Graby, a która to wieœ znajdowała się około 1300 metrów od nas. Po wypełnieniu czynnoœci (t.z. założeniu telefonu polowego) poleciłem swojemu patrolowi wyprowadziæ do lasu wspomnianych 7 żołnierzy sowieckich, których nastêpnie zastrzelili, grób ich został zrównany z ziemią, o godz. 10 rano zarządziłem odpoczynek dla oddziału na cały dzień. […]”

Odpoczynek oddziału „Klingi” został zakłócony przez żołnierzy 6 p.p. z Częstochowy, którzy przeczesywali okolicę w poszukiwaniu uczestników akcji na Radomsko.

Partyzancka potyczka

kwp

Oddział KWP

„”O godz. 18-ej tego [dnia] (tj. 20 w sobotę) oddział nasz jest alarmowany przez posterunek […], że słyszy warkot motorów we wsi Graby. Oddział mój w pełnym odpoczynku, a nawet po użyciu (oczywiœcie z zadowolenia, że bez strat dotarli œmy ze swym łupem tak poważnym do m[iejsca] p[ostoju]) trochę alkoholu –pogrążony był cz궜ciowo twardym snem”.”

To „trochę alkoholu” nie osłabiło sprawnoœci bojowej partyzantów. Doszło do potyczki, w wyniku której żołnierze częstochowskiego pułku zaczęli się „masowo poddawać. W walce zginął dowodzący oddziałem wojska polskiego sowiecki major. Żołnierzy sowieckich uczestniczących w obławie było więcej:

„„1 sowiet w mundurze oficera polskiego w stopniu ppor. został zwolniony przez nas wraz z wszystkimi żołnierzami polskimi (na proœby żołnierzów i oficerów polskich, że jego w ogóle nic nie interesuje i był bardzo dobry, a został zabrany przez majora, który zginął w walce z nami). […] Po zabraniu swych zabitych żołnierzy z sobą podwodami (za wyjątkiem sowietów) wojsko polskie […] żegnając nas po przyjacielsku z wielkim zadowoleniem, że się dla nich szcz궜liwie skończyło, jak sami oœświadczyli, odmaszerowali pieszo w kierunku na Częstochowę.”

Żołnierze KWP ruszyli w dalszą drogę. Przez następne dni umykali kolejnym obławom, starając się unikać potyczek z oddziałami wojska i KBW (np. 21 kwietnia pod Nową Wsią w wyniku rozmowy przeprowadzonej przez „„Klingę”” z majorem dowodzącym oddziałem KBW wysłanym z Radomska w poœścigu za żołnierzami KWP obie strony rozeszły się bez walki, aby uniknąć „rozlewu krwi polskiej”). 25 kwietnia 1946 r. „„Klinga”” zdecydował się na rozwiązanie swojego oddziału ze względu na niebezpieczeństwo jego całkowitego rozbicia.

Kilka miesięcy póŸźniej

kwp

Proces KWP

Sprawa rozstrzelania żołnierzy sowieckich znalazła swój dalszy bieg kilka miesięcy późŸniej. Latem 1946 r. funkcjonariusze WUBP w Łodzi przeprowadzili aresztowania, w wyniku których w ich ręce dostał się twórca i komendant KWP kpt. Stanisław Sojczyński „”Warszyc””, a późŸniej wielu jego podkomendnych. W sierpniu 1946 r. aresztowano także por. Henryka Glapiñskiego „”Klingę””. Od 9 do 14 grudnia 1946 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Łodzi toczył się
proces przeciw „„Warszycowi”” i jego żołnierzom. Dwunastu oskarżonych stanęło przed sądem pod zarzutem m.in. „dążenia do obalenia przemocą ustroju Państwa Polskiego i usuniêcia władzy zwierzchniej Narodu”. (…). Proces zakończył się skazaniem sześœciu oskarżonych żołnierzy KWP na karę śœmierci, pozostałych podsądnych skazano na kary więzienia. Wyrok wykonano 19 lutego 1947 r. w Łodzi, tuż przed amnestią.

Wœród skazanych na karę śœmierci był Henryk Glapiński „„Klinga””. (…) Jednym z zarzutów, jakie postawiono oskarżonemu, był i ten dotyczący wydania rozkazu rozstrzelania żołnierzy Armii Czerwonej. „Klinga” złożył w tej sprawie następujące zeznanie.

Wyjaœśnienia

„”Wycofując się z Radomska, natknęliœmy się po drodze na samochód jadący z sowieckimi żołnierzami. Zatrzymaliœmy ten samochód i oficer sowiecki, gdy dowiedział się, że jesteœmy »partyzantami«, wyskoczył z auta z granatem w ręku. Gdy przerzucał granat z prawej ręki do lewej z zamiarem rzucenia go, stojący obok »Wilk« zastrzelił go, bez mojego rozkazu. […] pojechaliœmy do gajówki Graby. »Ponury« konwojował tych siedmiu żołnierzy radzieckich, którzy założyli telefon od czujek do gajówki, i następnie stała się rzecz straszna, za którą bardzo obecnie żałuję. Byłem przemęczony pracą, wypiłem wódki i byłem nieprzytomny. Na pytanie, co robić z żołnierzami sowieckimi, kazałem ich rozstrzelać. Komu wydałem ten rozkaz, tego nie pamiętam. »Kmicic« meldował mi o wykonaniu i prawdopodobnie to on ich rozstrzelał w tym czasie, kiedy ja zasnąłem. Żołnierze ci zostali w lesie pochowani”.”

sojczynski

Stanisław Sojczyński ps. “Warszyc”

Natomiast kpt. Stanisław Sojczyński wyjaœśnia:

„„Jeœli chodzi o zabicie ośœmiu żołnierzy Armii Czerwonej, to takiego rozkazu absolutnie nie wydałem, nigdy nie kazałem wziętych do niewoli żołnierzy rozstrzeliwać, uważam to za akt bezprawia, który dokonał samowolnie dany dowódca, w tym wypadku »Klinga«, i nigdy bym takiego wyczynu nie akceptował. O tym wypadku bezprawnego zamordowania 8 sowieckich żołnierzy dowiedziałem się dopiero długo po wypadku. Ja żądałem meldunków o akcji na więzienie w Radomsku i meldunku nie otrzymałem, ponieważ grupy zostały rozbite i »Grot« został schwytany. Meldunek o zabiciu 8 sowieckich żołnierzy doszedł do mnie z wielkim opóŸnieniem od »Klingi«, ponieważ goniec, który ten meldunek wiózł, z powodu osobistego niebezpieczeñstwa musiał meldunki zniszczyć. Konsekwencji w stosunku do »Klingi« nie wyciągnąłem, ponieważ w czerwcu zostałem aresztowany”.”

Obroñca Sojczyńskiego podkreœlał pozytywny stosunek „„Warszyca”” do partyzantów sowieckich, którymi dowodził mjr Markow, operujących w czasie wojny na południu woj. łódzkiego. W archiwum organizacji przejętym w czasie aresztowania „„Warszyca”” przez funkcjonariuszy UBP niewiele było dokumentów dotyczących działań podejmowanych przez KWP przeciw Sowietom. Znaleziono dwa pisma skierowane do rezyduj¹cego w PUBP w Radomsku majora NKWD, nakazujące mu natychmiastowe opuszczenie powiatu pod groŸźbą kary œśmierci. Wiązało się to ze zbrodniczą działalnoœcią tamtejszego Urzędu Bezpieczeństwa, w którym udział znaczący mieli doradcy sowieccy. W żołnierzach Armii Czerwonej, tak jak w żołnierzach Wojska Polskiego, „„Warszyc”” dostrzegał raczej bezwolne masy uczestniczące w zniewalaniu Polaków. W redagowanym przez siebie piœmie „W śœwietle prawdy” domagał się wycofania Armii Czerwonej z Polski, widząc w niej nową siłę okupacyjną, a nie sojuszniczą armię, rejestrował także wszelkie zbrodnie popełnione przez Sowietów na obszarze Polski. „”Warszyc”” jako doœświadczony partyzant unikał starć z Sowietami, zdając sobie sprawę z potęgi Armii Czerwonej. Istotą walki prowadzonej przez KWP było chronienie społeczeństwa przed terrorem komunistycznym za pomocą metod sprawdzonych pod okupacją hitlerowską: represje wobec konkretnych sprawców zbrodni, uwalnianie więzionych przez UBP żołnierzy podziemia niepodlegśoœciowego, obrona społecznoœci przed pacyfikacjami, przy jak najmniejszych stratach własnych, bez wikłania się w potyczki z przeważającymi siłami wroga.

Trudno powiedzieć, czy kpt. Henryk Glapiñski rzeczywiœcie żałował swojego czynu, jak wyznawał na procesie (wszak walczył o własne życie). Być może rozkaz rozstrzelania siedmiu jeńców sowieckich został wydany w zamroczeniu alkoholowym. Uwolnienie przez „”Klingę”” wziętego do niewoli porucznika sowieckiego na prośœbę polskich żołnierzy śœwiadczyłoby o tym, że zbrodnia pod Grabami była aktem bezmyœślnośœci. Niemniej jednak niegodna była polskiego żołnierza. Dostarczała także propagandzie komunistycznej cennego argumentu, że oto na ławie oskarżonych zasiadają członkowie bandyckiej organizacji, mającej na swoim koncie także mordowanie jeńców. Od tego łatwo było komunistycznym propagandystom przejœść do konstatacji, że „Warszyc” i jego żołnierze stosują metody przejęte od hitlerowców.

Poszukiwanie prawdy

Ten jednostkowy przypadek zamordowania wziętych do niewoli żołnierzy Armii Czerwonej możemy odtworzyć dzięki bogatej dokumentacji zgromadzonej przez oficerów œśledczych UBP z Radomska i Łodzi oraz NKWD, znajdującej się w materiałach z procesu wytoczonego żołnierzom Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Znajdziemy tam także protokoły z ekshumacji zamordowanych żołnierzy sowieckich i sekcji zwłok, przeprowadzonej w szpitalu wojskowym w Częstochowie w kwietniu 1946 r., z których możemy się dowiedzieć m.in., że żołnierze ci zostali zastrzeleni strzałem w tył głowy, że pochowano ich bez butów i wierzchniego ubrania. Z protokołów przesłuchań aresztowanych żołnierzy KWP, prowadzonych przez oficerów UBP i NKWD, możemy się dowiedzieć, kto, według przesłuchiwanych, wykonał egzekucję i jak zachowywali się zamordowani przed śœmiercią (żegnali się ze sobą”). Takie informacje w 1946 r. otrzymała opinia publiczna za pośœrednictwem lokalnej prasy, relacjonującej dzień po dniu przebieg procesu „Warszyca”” i jego żołnierzy. Gdy jednak szukamy dokumentacji zbrodni popełnionych przez Sowietów na ziemiach polskich, gdy zajrzymy do protokołów przesłuchań, akt śœledztw prowadzonych przez oficerów œśledczych UBP i NKWD w takich sprawach, napotykamy mnóstwo problemów. Aparat śœledczy i sądowniczy wykazywał się nieporadnośœcią, dążeniem do matactw i przekłamań. Na przykład niezwykle trudno byłoby dowiedzieć się prawdy o zgwałceniu i uduszeniu studentki Uniwersytetu Łódzkiego przez dwóch sowieckich żołnierzy w grudniu 1945 r. w Łodzi. W tej sprawie komunistyczny „wymiar sprawiedliwośœci” okazał się mało skrupulatny – sprawców nie wykryto. Przykładów takich są tysiące.

Tragedia pod Grabami jest także tragedią Henryka Glapińskiego „”Klingi””. Żołnierza mającego w swoim życiorysie walkę z okupantem hitlerowskim w szeregach Narodowej Organizacji Wojskowej, aresztowanego w 1944 r. przez gestapo za działalnoœść niepodległośœciową, wywiezionego do obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen. Tragedią człowieka walczącego o wolnoœść swojego narodu, któremu nie dane było rozpocząć normalnego życia po zakończeniu wojny, ponieważ jego naród tej wolnoœci nie odzyskał. Jest to wreszcie tragedia człowieka okaleczonego przez wojnę, niosąc ze sobą zagładę podstawowych praw moralnych.

%d blogerów lubi to: