Ukrzyżowanie. Jak przyjaciel przyjaciela zabił

Poniżej prezentujemy fragment książki Karola Badziaka (Za Ojczyznę i za Lud”, Łódź 1973) ukazujący okoliczności śmierci Stanisława Kałuży z rąk KWP.

Stanisław Kałuża był ofiarą jednego z najbrutalniejszych morderstw KWP

Stanisław Kałuża był ofiarą jednego z najbrutalniejszych morderstw KWP

Stanisław Kałuża. Miał 19 lat, kiedy wpisano go na listę poległych. Nigdy go nie znałem. Poznaję dopiero dziś, prawie ćwierć wieku od chwili, kiedy z lasu przyszła po niego śmierć. Gorzkie i niepełne jest to poznanie, zbudowane całe ze smutnych wspomnień jego ojca i brata.

Stanisław Kałuża był synem robotnika, włókniarza, mieszkał w Piotrkowie Tryb., tam się urodził, tam przed wojną chodził do szkoły i tam przeżył lata okupacji. Cierpki przedsmak śmierci poznał już podczas wojny. Miał 17 lat, gdy został uwięziony przez Niemców jako zakładnik. Błyskawiczne wyzwolenie Piotrkowa uratowało mu życie.

Jako dziecko marzył o tym, żeby być fryzjerem, szybko się jednak okazało, że odzyskanej wolności trzeba pilnować z bronią w ręku. Dziś chłopcy w jego wieku noszą gitary, jemu przypadło nosić karabin. Wstąpił do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. To nie była praca, to była walka, wybór polityczny. Bratobójcza walka o władzę niosła śmierć i dramat. Linia frontu w tej wojnie nie przebiegała wzdłuż okopów, lecz przez sam środek każdego człowieka. Jego znajomy, kolega z tej samej ulicy, syn kolejarza, (…) [Ryszard] Nurkowski wstąpił do podziemia politycznego. Staszek podejrzewał, może nawet o tym wiedział, ale długoletnia młodzieńcza znajomość powstrzymywała go widocznie od aresztowania Nurkowskiego. Zresztą trudno teraz po tylu latach odtwarzać całą prawdę. Szczegółów już nigdy się nie dowiemy, obaj zabrali je ze sobą na tamten świat.

Ryszard Nurkowski

Ryszard Nurkowski

Staszek Kałuża mimo swego młodego wieki był chłopcem poważnym, spokojnym, opanowanym. Dobrze się uczył, był zdolny. Pod wpływem niespokojnych wydarzeń życie szybko wybiło mu z głowy sympatyczny i prowincjonalny zawód fryzjera, zapragnął jak wszyscy młodzi chłopcy w tym czasie pójść do szkoły oficerskiej, zostać żołnierzem. Ojciec wyraził zgodę, nawet na piśmie, ponieważ chłopak był niepełnoletni. W połowie kwietnia 1946 roku miał wyjechać do Warszawy, do szkoły oficerskiej. Nic w tym zresztą dziwnego, w domu panowała atmosfera wojskowa jak na froncie. Mieszkali w budynku Komitetu Polskiej Partii Robotniczej. Na balkonie stał erkaem, w mieszkaniu znajdowała się broń, amunicja, granaty, pod poduszką mężczyźni trzymali pistolety. Narażeni byli na ciągłe niebezpieczeństwo, otrzymywali ostrzeżenia, anonimy, pogróżki, wyroki. Trwała zbrojna walka o władzę. (…) Zginęło wielu członków PPR. W ogóle życie ludzkie zaraz po wyzwoleniu niewiele się liczyło. Wojna domowa, jaka się wtedy toczyła nie była wcale taka bezkrwawa jak chcą tego podręczniki szkolne. Pochłonęła wiele niepotrzebnych ofiar po obu stronach. Walka nie skończyła się wraz z Dniem Zwycięstwa nad hitleryzmem, nie. (…)

W pierwszych latach po wojnie dni kwitły w tym kraju nie tylko odświętną czerwienią sztandarów, lecz również kirem żałoby po tych, którzy ginęli w braterskim uścisku śmierci. W rodzinie Kałużów takim czarnym dniem był 6 kwietnia 1946 roku. Tego właśnie dnia na polecenie szefa miejscowego Urzędu, Staszek udał się do Mierzyna. Niechętnie tam jechał, złe wieści dochodziły z terenu całego powiatu. Wyszedł z mieszkania o ósmej rano. Jeszcze przed wyjściem zatrzymał się w progu i powiedział do ojca: „Tata, gdyby się ze mną coś stało zaopiekujcie się Nurkowskim”.

Jan Rogulka "Grot"

Jan Rogulka „Grot”

O godz. 12 ojciec otrzymał telefon, że syn został uprowadzony przez bandę „Warszyca”. Natychmiast z grupą 18 funkcjonariuszy i wojskowych udali się samochodem w kierunku Mierzyna. W pobliżu tej miejscowości natrafili na zasadzkę, zostali okrążeni i ostrzelani ogniem karabinu maszynowego. Dwóch ludzi padło na miejscu, dwóch raniono. Reszta grupy zaczęła się wycofywać. Ojciec Staszka zdołał dotrzeć do pobliskich łąk, ukrył się tam wśród torfowisk i tak doczekał zmierzchu. Przez jakiś czas słyszał z oddali głos syna: „Koledzy ratujcie mnie”. Potem głos umilkł. Banda zrobiła zbiórkę i odeszła. Około 80 dobrze uzbrojonych mężczyzn przemaszerowało kilkanaście kroków od jego kryjówki i skryło się w lesie. Na drugi dzień wyruszyła za nimi obława wojskowa. Jeden z żołnierzy, ustawiając na skraju lasu karabin maszynowy, ujrzał ciało zabitego. Bezpośrednim oprawcą był przedwojenny oficer Wojska Polskiego, Rogulka, zastępca „Warszyca”. Jedną rękę przybito Staszkowi hakiem do ściany, drugą przyciśnięto wrotami stodoły. Rogulka co 20 minut strzelał z pistoletu to do lewej, to do prawej ręki ukrzyżowanego. Chłopiec po każdym strzale dziurawiącym mu ręce, mdlał, oblewano go wtedy wodą i Rogulka nowy pocisk ładował mu w ciało. Wstrzelił mu w ten sposób osiem kul. Chciał wydobyć od Staszka wiadomości i adresy dotyczące pracowników Urzędu Bezpieczeństwa w Piotrkowie. Następnie zdjęto go z haka i zawleczono do lasu, tam dobił go Nurkowski. Ciało przysypano piachem.

Ojciec Staszka zapamiętał ostatnie słowa swego syna i przez długi czas poszukiwał Nurkowskiego. Ten jednak na jakiś czas po dokonanej zbrodni zniknął z Piotrkoa. Stary Kałuża nie dał za wygraną, pilnie obserwował wieczorami dom jego ojca, aż pewnego razu zauważył Nurkowskiego na stacji. Zatrzymano go i osadzono w więzieniu. W śledztwie przyznał się do morderstwa. Sąd skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano (…).

Tak zginęli dwaj młodzi ludzie, koledzy ze szkolnego boiska, z jednej ulicy, z jednego miasta, z jednego kraju (…).

%d bloggers like this: