Morderstwa NSZ w Żelechowie

Poniżej zamieszczamy wpis z organu jednej z działających w PRL agencji prasowych w sprawie wydarzeń z czerwca ’45 oraz bezpośrednią relację jeden z ofiar napadu zbrojnego.

20 czerwca 1945r. Żelechów. O zamordowaniu Żydów w Żelechowie. Z Biuletynu Żydowskiej Agencji Prasowej.

Żelechów /ŻAP/. Bandyci z NSZ zamordowali w Żelechowie Salomona Epnera, liczącego lat 21 i Perlę Fajgezucht. Zbrodnie te spotkały się z wielkim oburzeniem w społeczeństwie. Władze wszczęły energiczne śledztwo i pościg za ohydnymi zbrodniarzami.

BŻAP, nr 38/48, Łódź, 20.06.1945r.

1953r. Chicago. Relacja Chanke Ashlak: noc w Żelechowie. Z „Księgi pamiątkowej gminy Żydów w Żelechowie”.

17 maja 1945 zostałam wyzwolona przez Armię Czerwoną w miasteczku Bulivada w Czechkich Sudetach. Razem ze mną była moja przyjaciółka, towarzyszka niedoli, z którą przeszłam przez wszystkie obozy, i z którą nie rozstałam się na wolności. Po miesiącu pobytu w czeskiej wiosce wyruszyłyśmy do Polski, by sprawdzić czy ktokolwiek z naszych rodzin przeżył. Pojechałyśmy do Łodzi, a potem do Warszawy, gdzie ku naszej rozpaczy, nie odnalazłyśmy nikogo z naszych bliskich, krewnych, ani przyjaciół. Postanowiliśmy pojechać do Żelechowa, gdzie miałam przed wojną krewnych – moja matka pochodziła z Żelechowa (…).

Przyjechałyśmy do Żelechowa wieczorem. Udałam się pod adres znajomego (…). Przed wojną był on rządcą dworu w Żelechowie i komendantem strażaków. Nie poznał mnie. Kiedy wytłumaczyłam mu kim jestem, przypomniał sobie moją rodzinę. Spytałam o nią i otrzymałam odpowiedź, że nikt nie przeżył. Po krótkiej rozmowie, zaprowadził nas do Żydów, którzy mieszkali u polskiej rodziny (…). Było nas tam razem sześcioro, cztery kobiety i dwóch mężczyzn.

Jak tylko ułożyliśmy się do snu, zostaliśmy zbudzeni łomotaniem do drzwi i okien. Podnieśliśmy się przerażeni. Zdołam tylko narzucić płaszcz na koszulę nocną, inni też byli na wpół nadzy, kiedy zostaliśmy wyrzuceni przed dom przez mężczyzn, którzy się wdarli. Nie wiem, ilu ich było, widziałam jedynie lufy karabinów i pistoletów wycelowane w nas.
Nam, czterem kobietom kazali usiąść na ławce przed domem. Mężczyzn wyprowadzono nagich, by ich rozstrzelać. Dwudziestoletni chłopak upadł ze trzy metry od nas. Nazywał się Szlojme Hefner; pochodził z Żelechowa. Przeżył w Związku Radzieckim, powrócił po wojnie do swego rodzinnego miasta i zginął z rąk bandytów. Drugi Żyd uciekł. Bandyci strzelali za nim, ale na szczęście chybili.

Widząc to, zaczęłyśmy błagać o litość, błagać o darowanie życia. Jedna z nas, kobieta w ciąży, uklękła i całowała stopy bandytów. Odpowiedzią był strzał. Upadła martwa obok nas; zastrzelili także drugą, Perlę Fajgezucht. Byłam trzecia na ławce, za mną moja przyjaciółka. Nagle podskoczyła, wbiegła do domu i ukryła się pod łóżkiem. Instynktownie pobiegłam za nią, dosięgła mnie kula, która zraniła mnie w nogę (…).

Mordercy weszli do domu i spytali polskiej rodziny: „Gdzie są te Żydówki, które uciekły?”. Nikt im nie odpowiedział. Zaczęli szukać i zajrzeli pod łóżko, świecąc latarką. Znaleźli moją biedną przyjaciółkę, a kiedy ją wyciągali, błagała ich słowami, których nigdy nie zapomnę: „Panowie, nie zabijajcie mnie, przeżyłam tyle okropieństw, straciłam wszystko i wszystkich, darujcie mi życie, ja tak pragnę żyć…”

Rozległo się kilka strzałów i moja przyjaciółka zamilkła na zawsze… Nazywała się Saba Edelman i pochodziła z Warszawy.
Kiedy tylko ją zabili, zaczęli szukać mnie. Weszli do pokoju, gdzie się ukryłam. Przeszukali każdy kąt, pod łóżkiem, w szafach, ale nie zajrzeli pod stertę ubrań, gdzie się ukryłam.

Tak się skończyła ta noc, którą spędziłam w Żelechowie tuż po wyzwoleniu. Spośród sześciu Żydów w tym domu zaledwie troje przeżyło. Jedna kobieta, lekko ranna, uniknęła śmierci. Kiedy bandyci przeszukiwali dom, szukając nas, ona powstała i zdołała uciec. Jeden mężczyzna uciekł na początku, a trzecią osobą byłam ja (…).

Źródła: From Ruined Garden, New York, 1983 tłumaczenie w: A. Cała, Dzieje Żydów w Polsce 1944-68, Warszawa 1997

%d blogerów lubi to: